poniedziałek, 13 września 2010

Grecja 6

U tego pana jedlismy kolację. Wyśmienitą kolację. Fotka na tle bazylii, którą zasadził restaurator w lutym.
To nasze żarełko.
To są skorupki żółwików pozostawione przez nie po wylęgu na plaży. Chodziliśmy nocą w poszukiwaniu wylęgania, ale niestety nie udało nam się zobaczyć tego spektaklu.
Mieszkamy przy samej plaży.
Widoczek.
Po kolacji restaurator przyniósł nam pokrojonego arbuza, świeże figi, jakąś swojską nalewkę, a na koniec dał nam powyższy owoc. Niestety facet nie zna ani niemieckiego, ani angielskiego i nawet nie wiemy jak się to cudo nazywa.
Pojeździłem też na rowerze i to w górskiej scenerii. Moje nóżki potem bardzo cierpiały, ale już jest dobrze. Jedziemy dalej. Jeszcze jeden dzień plażowania na jakiejś cudnej plaży i potem kilka dni zwiedzania. Wczoraj dostaliśmy smutną wiadomość. Zmarł mój były długoletni pracownik, a zarazem kolega i mąż mojej dawnej prawej ręki w hurtowni zegarków - zegarmistrz Milan Konecki. Miał 36 lat i umarł na problemy z trzustką. Bardzo smutne. 

sobota, 11 września 2010

Grecja 4









Jestem jeszcze winien kilku opisów do poprzednich fotek. Tradycyjnie na każdym wyjeździe odwiedzamy cmentarz. Greckie od naszych różnią się tym, że posiadają mini kapliczki na grobach, a w środku są zdjęcia zmarłych w stojących ramkach. Poza tym nagrobki są jasne, rzadko wykonane z drogich materiałów i zaniedbane. Mało zieleni. Widać nie dbają o miejsce pochówka tak jak Polacy. Poza tym na jednej z fotek jest mini kapliczka, czy ołtarzyk. Tego jest tu zatrzęsienie. Na drodze co kawałek, spotyka się je. Czasem są to mini kościoły. I co dziwne nie ma zasady co do umiejscawiania ich. Czasem są przed domem, czasem na rozdrożu, a czasem po prostu na drodze. Początkowo myśleliśmy, że to może miejsca śmierci, ale chyba nie. Jeszcze czegoś jest tu duża ilość. Stacji paliw. No po prostu zatrzęsienie. Czasem w małej wiosce na przestrzeni kilometra może być 6 - 7. Trudno przejechać 3 kilometry nie napotykając na miejsce tankowania. Ogólnie raczej są biednymi stacjami. Zresztą wszystko tu jest biedne, a brud na ulicach nie do opisania. W Afryce, biednych krajach ameryki środkowej, czy też gdziekolwiek byliśmy, zawsze było czyściej. Drogi średniej jakości, z reguły bez namalowanych pasów (a czasem są to trzy w jednym kierunku). Ludzie średnio mili. Niektórzy są bardziej otwarci, a niektórzy gburowaci. To co mnie zawsze irytuje w południowych krajach, to to, że nie można wrzucać papieru toaletowego do muszli.  Ciężko się przestawić.
    Udało mi się kupić kartę do komputera, zatem mam na stałe neta. Co prawda szybkość ma taką jak my w Polsce przed dziesięciu laty, ale jest. Wczoraj byłem na rybkach. Celowo zdrobniłem, bo łowiłem drobnicę. Ale trochę sobie nałapałem. Na kolacji byliśmy w knajpce z muzyką na żywo. Wypiliśmy 3 dzbanki wina i dzisiaj to odczuwam. Basia zjadła rybę z grila, a ja zamówiłem baraninę w czerwonym sosie z ryżem. Moje danie wylądowało na ziemi, przelatując obok nóg Basi (wina kelnera). Po chwili przyniesiono mi drugie. To spadające to był jakiś znak, aby z tego żarcia zrezygnować. Było podłe i nie zjadłem go. Na jednym ze zdjęć jestem z aniołem (może to ten stróż od żarcia?), nowym nabytkiem do kolekcji. Dzisiaj wspomniana wycieczka rowerowa i F1.

Grecja 3

Podróż promem minęła spokojnie. Praktycznie zero kołysania. Do Grecji dotarliśmy około 21.00 i udaliśmy się na camping położony nieopodal Patras. Odwiedziliśmy tavernę zajadając baraninę i musakę zakrapiając oczywiście winem. Rano się zwinęliśmy i pojechaliśmy nad piękną zatokę Vaidokilia gdzie zamierzaliśmy ustawić się na dziko. Niestety masa tablic z karami za obozowanie nas wystraszyła i wylądowaliśmy na campingu. Kamperek stoi teraz około 25 metrów od morza. Po drodze natknęliśmy się na Greckich koczowników, handlujących końmi, osiołkami i kurami. Panie w czasie handlu przygotowują posiłki i robią pranie. Dziwny sposób życia. Dzisiaj zrobiłem rowerkiem rekonesans i jutro udamy się na wycieczkę rowerową po pięknym zakątku objętym ochroną Natura 2000. Podczas rekonesansu pozrywałem z drzew pomarańcze, granaty, figi, banany i jeszcze jakieś nie znane mi inne owoce. Teraz jest popołudnie. Grilujemy sobie, zaraz kwalifikacje F1, więc idę oglądać, potem wybieram się na ryby, a wieczór zakończymy w tavernie.

narźki.









czwartek, 9 września 2010

Grecja 2















I już płyniemy promem. Wczoraj dojechaliśmy w okolice Wenecji i spokojnie spędziliśmy dzień. Ja pojeździłem na rowerku i potem zrobiłem mega   zakupy w specjalistycznym sklepie kamperowym. Dzisiaj rano udaliśmy się na prom i płyniemy. Podróż potrwa około 30 godzin i mieszkać będziemy na pokładzie w kamperze. Podłączyli nam prąd, a poza tym możemy korzystać z całej infrastruktury, czyli restauracji, Internetu, salonu gier, basenu itp. Jutro wieczorem dopłyniemy do Patras i rozpoczniemy swoje obcowanie z kulturą i przyrodą grecką. Prom nie kołysze się, ale trochę trzęsie jak pociąg. Mam nadzieję, że Basia da radę. Wrzucam też kilka fotek. Schubert motorsport to wypasiona stajnia samochodów wyścigowych i te fotki są na wyłączność synków. Tablica z nazwą miasta, w którym o dziwo wszyscy chodzą w ubraniach. Zaokrętowanie i Wenecja z pokładu promu. Poza tym pies z dredami, Basia w winoroślach, Piotr na tle Korfu i Basia opalająca się na promie. Natomiast w restauracji żonka poukładała sobie ośmiorniczki na brzegu talerza, aby odsączyć oliwę. Wszystko tu polewają tłuszczami. Niestety na razie nie mamy ładnej pogody. Prom wysoki od tafli wody na około 10 pięter.

Aha! Wczoraj wieczorem był fajny numer. Basia bardzo lubi wszelkiego rodzaju sosy, sosiki, dipy, majonezy itp. Dlatego u nas w lodówce zawsze jest kilkanaście takowych, a w spiżarni drugie tyle. Kolację jedliśmy przy kamperze i było już ciemno, a że ja robie się ślepy jak kret, to w takich warunkach nie przeczytam czegokolwiek, a napisów na słoiczku z pewnością nie próbowałbym nawet rozszyfrowywać. A takowy właśnie znalazł się na stole podczas mojej kolacji. Gdy jadłem jakieś włoskie pierożki z pesto i sałatą, moja żonka postawiła owo coś na stole i na chwilę wróciła do kampera. No to ja trzask – otworzyłem słoiczek i dawaj paluchem wyżerać. Ale za bardzo mi nie smakowało. Niemniej jednak oczywiście dokonałem kilku prób przekonania się do nowego smakołyku. Wtem wróciła Basia i w śmiech!!! Okazało się, że pożerałem jej nowy kawowy krem do ciała. A już miałem jej powiedzieć, że ta nowa franca w słoiczku trochę jest za tłusta. Długo plułem.

Naraźki.