Najświeższy post jest na stronie głównej. Na jego dole można kliknąć poprzedni wpis. Aby zobaczyć archiwalne wpisy, wybierz z prawego menu rok, następnie miesiąc i nazwę postu. Miłej lektury. Zachęcamy do komentarzy.
Po południu pojechaliśmy taksówką do oddalonego o około 70 km Higuway. Tam zaliczyliśmy supermarket, a w nim jak zwykle we wszystkich dalekich krajach czarne banany. Żółte w ogóle się nie sprzedają.
Potem była wizyta na tradycyjnym Dominikańskim targowisku. Syf nieludzki, fajne owoce i tragiczne warunki sprzedaży mięsa. Podobnie jak na Madagaskarze.
Zakończeniem wycieczki była msza w Bazylice poświęconej przez naszego Papieża. Msza w zasadzie nie różniła się w ogóle od naszej polskiej. Oczywiście poza językiem.
Wieczorkiem spotkaliśmy naszych znajomych amerykańsko - meksykańskich i dopiero dzisiaj się dowiedzieliśmy, że oni tu przyjechali na ślub siostry Janiry. Oto one.
Jutro wycieczka trzema różnymi statkami po morzu Karaibskim. Najpierw parostatek, potem szybka łódź (mam nadzieję, że tak jak na Balii będzie to Ocean Flayer, czyli zapierdalaczek oceaniczny posuwający się z prędkością ponad 100 km/h częściej lecący nad wodą jak płynący), a na koniec katamaran. Po drodze oczywiście jakieś atrakcje. A pojutrze... Nauka jazdy segwayami i wycieczka nimi. Beatko - najserdeczniejsze od nas wszystkich życzenia imieninowe. Wszystkie czytelniczki bloga - życzenia szczęścia, zdrowia, miłości mężów, wiele radości, zadowolenia z siebie i najbliższych z okazji Dnia Kobiet.
Wczoraj rano zaliczyłem tenis. Ćwiczyłem z instruktorem i tak mi dał w dupę, że dzisiaj się ledwo ruszam. Potem było błogie lenistwo, obiadek i wycieczka starą ciężarówką do parku ze zwierzątkami.
Znacie nasz stosunek do zwierzaków, więc wiecie, że dla nas była to bardzo miła przygoda, szczególnie dlatego, że można było je dotykać. Wieczorem zaliczona kolacja z homarami i na koniec poszliśmy na występu jakiegoś tańczącego egzotycznego zespołu. Z Kazikiem zasnęliśmy po pięć razy w ciągu 15 minut, a zatem poszliśmy spać. Dzisiaj mamy do południa znowu lenistwo, a po południu bierzemy taksówkę i jedziemy do miasta oddalonego o około 60 km podglądać prawdziwe życie mieszkańców tego kraju. Chcemy zaliczyć targowisko miejskie i pójść na mszę do Bazyliki którą wyświęcił przy okazji wizyty na Dominikanie nasz Ojciec Święty.
Wczoraj mieliśmy dzień organizacyjny. Pozamawialiśmy sobie wycieczki i zorientowaliśmy się co możemy zobaczyć, gdzie się pobawić, gdzie jeść i gdzie popić. Rano trochę plaży. Kazik postanowił się tak strzaskać, żeby Zdzichowi gały wyszły na widok amerykańskiej opalenizny. Już się spalił. Karmią nas tu nieludzko. Mamy 12 miejsc karmienia i pojenia. Kolację zjedliśmy w Japońskiej restauracji, gdzie jedzonko przygotowuje się na oczach klientów. Poznaliśmy tam bardzo fajnych ludzi. Małżeństwo amerykańskie, ale ona ma korzenie polskie. W naszym języku umie powiedzieć zaledwie kilka słów, ale jakże to było miłe. Drugie małżeństwo jest amerykańsko – meksykańskie. A ta meksykanka Janira?!!? Mówię wam chłopy, że było na co popatrzeć. Wszyscy bardzo weseli i sympatyczni. Jak się dowiedzieli, że Kaziu skończył 70 lat, to śpiewom nie było końca. Po kolacji trochę… schudliśmy. Tak, tak schudliśmy, ale finansowo. Zachłanne kasyno ogołociło nasze kieszenie. Wieczór zakończyliśmy na występach tancerzy i połykaczy ognia. Bardzo fajny był to dzień. Dzisiaj (jest 7.00 rano) na 9.00 jestem umówiony na dwie godziny tenisa, potem szybki obiad i jedziemy do jakiegoś parku ze zwierzątkami. Wieczorem o 20.30 kolacja złożona z owoców morza i steków. Zdjęcia nie po kolei, ale nie mam już czasu ich układać. Lecę z Kazikiem na śniadanie. Kobiety oczywiście jeszcze śpią.
No i kolejne wakacje. Tym razem na Dominikanie. Właśnie jesteśmy w samolocie gdzieś nad oceanem. Do celu zostało jeszcze około 5,5 godziny. Męczące są te podróże, ale niestety nie wymyślono jeszcze szybszego przemieszczania się. Tym razem lecimy z Kazikami, czyli z teściami. Celowo napisałem z Kazikami, bo to jest prezent dla Kazika na jego 70 urodziny. Oczywiście nie może jechać bez żony, także Josephina też się załapała. Ponadto nie znają języków, a zatem postanowiliśmy im zafundować tłumaczy. Popadło na nas. A zatem lecimy we czwórkę. Zarezerwowaliśmy Hotel sieci Paradisuus,, który znamy już z Kuby. 5,5 gwiazdki ma nam zapewnić wszelkie luksusy. Jak będzie – zobaczymy. Mamy do dyspozycji 11 punktów karmienia i pojenia ludzi. Kuchnia azjatycka, włoska, regionalna, z owocami morza… Głodni nie będziemy. Planujemy kilka wycieczek. Plan jest taki, aby na zmianę jeden dzień się lenić, jeden wycieczkować i tak na zmianę. Ponadto w dniach wolnych chcę nurkować i jeśli czas pozwoli to może uczyć się kate surfingu. Już w samolocie się dobrze zaczęło. Kaziu wypił trzy piwa i małego Absoluta, ale na razie jest grzeczny. Josephina trochę cierpi wyobrażając sobie już zaawansowane stadium zakrzepicy żył, ale chyba przeżyje. Poza tym wszystko OK. Moja żona w dobrym humorze, a ja tradycyjnie już w samolocie (nie wiedzieć czemu) słucham tenorów lub klasycznej muzyki gitarowej. Dziękuję Sławku S. za Il Divo, a szczególnie za ALLELUJA. Chłopcom nieźle to wyszło. Oczywiście na bieżąco postaram się pisać, jeśli tylko uda mi się przypiąć gdzieś do neta. Dominikana to bardzo prymitywny kraj. Coś o tym wiemy, bo już tam byliśmy. Jest kilku możnowładców z niewyobrażalnym wręcz majątkiem, a poza tym cała masa niezwykle biednych murzynków. Mieszkają w domkach zbitych z desek, krytych blachą, bez żadnych wygód. Tradycyjny dom składa się z pokoju dziennego i sypialni. Pokój dzienny w każdym domu wygląda tak samo. Lodówka, na niej TV, obok obraz święty i fotel bujany. To standard. Co jest najciekawsze – ludzie ci są niezwykle szczęśliwi. Potrafią się cieszyć tym co posiadają (a nie posiadają w zasadzie nic). Są niezwykle uprzejmi i zawsze uśmiechnięci , zawsze gotowi do pomocy. Zaczęły się turbulencje. Nie lubię ich.
Jestem też winien niektórym parę słów na temat wyścigów. Otóż w roku 2009 startuję w całej serii WSMP, czyli w Wyścigowych Samochodowych Mistrzostwach Polski. Zawody odbywają się na Węgrzech (słynny z F1 Hungaroring), w Czechach i w Polsce. Ponadto wraz z synkami Tomkiem i Adamem będziemy jeździć w DSMP czyli Długodystansowych Samochodowych Mistrzostwach Polski. Poza krajami wymienionymi wcześniej, będziemy jeszcze mieli eliminację w Słowacji. Poza tym czekają nas treningi w Holandii, Czechach i w Polsce. Samochód dla nas przygotuje bardzo profesjonalny zespół Gładysz Racing spod Krakowa (Tarnów). Mają na koncie wiele tytułów Mistrza Polski. Naszym pojazdem będzie najnowszy model volkswagena- Golf VI. Gładysze po tym sezonie mają wyprodukować kilkadziesiąt sztuk tego auta do zawodów w Niemczech i Holandii na rok 2010. Ze standardowego Golfa zostaje tylko podłoga i dach. Drzwi, klapy, błotniki są z materiałów lekkich, szyby (oprócz przedniej) z pleksi, specjalne zawieszenie sportowe, podobnie hamulce. Silnik mocno zmodyfikowany, opony gładkie (slick), naturalnie klatka bezpieczeństwa, telemetria, skrzynia sekwencyjna (zmiana biegów łopatkami przy kierownicy). To autko dopiero się buduje, ale liczymy na to, że na torze Poznań zrobi około 1,46, 1, 47 minuty jedno okrążenie, to jest około 6 – 7 sekund mniej od najnowszego modelu Porsche. Takie autko przed sezonem trzeba ustawić (zawieszenie, hamulce) i zrobi nam specjalny wyścigowy kierowca fabryczny volkswagena. Przyjedzie na testy i nam pomoże. Obecnie jest w Argentynie i tam testuje jakieś samochody. Szykuje nam się sezon pełen wrażeń. My musimy tylko zadbać o kondycję i … kasę. Szukamy sponsorów i jakieś tam efekty tego już mamy. Jeśli ktoś ma kogoś kto chciałby w zamian za nalepkę na aucie czy kasku dać parę groszy (tysięcy ), to możemy pogadać. Poniżej nasz terminarz startów. Pamiętajcie, że jedziemy w WSMP i w DSMP.