wtorek, 6 października 2015

Empuriabrava

Wczoraj byliśmy w magicznym miejscu. Empuriabrava jeszcze przed 50 laty była jedynie polem. I ktoś postanowił zrobić hiszpańską Wenecję. Może nie zupełnie, ale miasteczko z kanałami. I zrobił 30 km kanałów. Wrażenia niezwykłe. Oczywiście parcele posprzedawał i pewnie stał się multi miliarderem. Bogactwo na tym terenie aż oślepia. Jest oczywiście lotnisko, aby milionerzy mieli jak się dostać tu swoimi samolotami. Szokuje też ilość sklepów z łodziami motorowymi. Prawdziwych sklepów. Ogromne przeszklone wysokie hale, gdzie znajdują się dziesiątki potężnych czasem po kilkanaście i więcej metrów yachtów czy to motorowych czy żaglowych. A sklep z winem jest kilka razy większy od naszego supermarketu. Restauracje niezwykle ekskluzywne. Normalny człowiek nie może się tu dobrze czuć. My na szczęście byliśmy tam tylko kilka godzin. Niestety aby pokazać rozmiar miasta i ilości kanałów muszę wkleić fotkę z netu, gdyż nie posiadam drona :-). Wypożyczyliśmy małą motorówkę i przez ponad godzinę podziwialiśmy piękne hacjendy i stojąco przy nich łodzie. A potem był obiadek w wybornej restauracji. Pizza, którą zjadłem ważyła dosłownie gramy. Czegoś tak lekkiego w życiu nie jadłem. To jakby wafel z dodatkami. A i dodatki były puszyste. Pychota. Dziś niestety ma padać około południa, więc się chyba nigdzie nie ruszamy. Może pójdę na ryby? W tej okolicy (dużo było informacji w TV) kilka dni temu przeszły potężne ulewy. Tak było we Francji na lazurowym wybrzeżu. A my jesteśmy 20 km od Francji. Tu też ogromne tereny są pozalewane. My na szczęście przyjechaliśmy dzień po. Naraźki





















sobota, 3 października 2015

Iberoflora

Zapomniałem napisać, że byliśmy w Walencji. Ale nie mieliśmy ochoty na wielkie zwiedzanie. Spaliśmy na campingu za miastem. Było stamtąd metro. Stacja nazywała się Psyhiatric i była umieszczona niedaleko szpitala. Poszliśmy na przystanek i był szok. Zaczęli schodzić się pasażerowie. Masakra. Pensjonariusze szpitala. Było to przerażające wydarzenie. Ich różnorodność i zachowanie powodowało, że mało stamtąd nie uciekliśmy.Na szczęście byli mocno prochami nafaszerowani. Pojechaliśmy na wystawę kwiatów Iberflora. Ale szału nie było.Urzekły nas tylko drzewka oliwne. A potem udaliśmy się na wielki Central Market. Jakby co to taką wielką nogę wędzoną mamy juz w bagażniku :-). Naraźki.





















Odpoczynek

Odpoczywamy nad samiutkim morzem. Jeździmy rowerami, chodzimy i bardzo, bardzo się lenimy. Odezwiemy się może za kilka dni. Naraźki

wtorek, 29 września 2015

Gibraltar

Wczoraj Gibraltar. Terytorium Anglii. Ale w niczym poza językiem i funtami tego kraju nie przypominało. Brud niemiłosierny. Tak naprawdę Gibraltar to wielka góra otoczona nielicznymi uliczkami gęsto zabudowanymi. I granica. Granica jest super. Znajduje się na lotnisku. Aby wjechać do kraju (lub wejść) trzeba przejść przez... pas startowy lotniska. Albo startuje samolot, albo ruch pieszy i samochodowy. Będzie na fotkach. Poza tym jest kolejka linowa na szczyt tej około 500 metrowej skały i na szczycie masa małp. Złośliwych makaków. Zanim dojechaliśmy do Gibraltaru mijaliśmy region Malagi. Adasiu i Damianie! Raj dla Was. Masa pól golfowych.


























Basia mówi - doniczek jak u Doroty!



Jeszcze chwila i my ruszamy!