niedziela, 23 listopada 2014

Msza

Dzisiaj poniedziałek. Wczoraj byliśmy ma mszy. Gdy zbliżaliśmy się do kościoła, ludzie wychodzili z poprzedniej mszy. Była 9.00 śmialiśmy się, że pewnie wychodzą po mszy o 6.00. Ale nie myliliśmy się. Nasza też trwałą prawie 3 godziny. Basia powiedziała, że warto było przylecieć na Madagaskar dla tych kilku godzin. Tak jej się podobało. Śpiewy nie do opisania. 
Później napiszę o tym o wyprawie pirogami na wyspę rybaków. Teraz jest 6.30 (wasza 4.30) i idę na śniadanie. Lecimy za dwie godziny do Toliary. Następny lot mamy... wieczorem. Ale dostaniemy pokoje w hotelu, żebyśmy nie musieli czekać na terminalu lotniska. Ha, ha. Z pewnością drewniana budka będzie halą odlotów.















sobota, 22 listopada 2014

Heloo!

Dzisiejszy wpis będzie lekko seksualny.
A oto prawdziwie męski baobab


Kopulujące jaszczury



Pojenie spragnionych lemurków wodą ponalewaną do muszelek.




Obsceniczne figurki w środku dżungli.




Zakochane baobaby.











piątek, 21 listopada 2014

Morondava

I dotarliśmy prawie do końca podróży. Jesteśmy w Morondawie nad zatoką Mozambicką. Piękny hotel na plaży. Hotel? Recepcja z restauracji i duże piękne domki nad brzegiem. Aktualnie przebywają tu oprócz nas 4 osoby. Niedaleko nas (25 km) jest słynna aleja baobabów. To absolutnie magiczne miejsce, w którym można przebywać godzinami. Dzisiaj jedziemy jeszcze do rezerwatu Kiryndy, jutro sami sobie coś zorganizujemy i już pojutrze wracamy do stolicy, skąd we wtorek wieczorem wracamy do Europy.















Antsirabe

Jesteśmy już w Morondavi. Wczoraj byliśmy w Miandrvizo. A poniższe fotki zaczynają się od Antsirabe. Dzisiaj dużo zdjęć, mniej opisów. Intermet jest bardzo wolniutki, więc zmniejszam rozdzielczość zdjęć. Ale i tak nie ma pewności, że uda się wysłać bloga. Próbuję. Nie wiem dlaczego, ale mieszają się zdjęcia.









Ten chłopak w jednym miejscu proponował nam wanilię, ale mu podziękowaliśmy. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy dalej kilka przecznic. Gdy się zatrzymaliśmy już był przy nas. Biegł za samochodem, czego my nie widzieliśmy. Romek kupił dużo wanilii.


 A to już zdjęcia z drogi. Zatrzymaliśmy się w małym, ale jakże malowniczym miasteczku. Wzbudzaliśmy niemałą sensację. Niektórzy po raz pierwszy ocierali się o białych. Ale wszyscy byli dla nas bardzo przyjaźni.




To jest kino, czyli w szopie telewizor i film z CD






Ryż najlepiej suszyć na... asfalcie.


Drogi często są w opłakanym stanie. Czasem kilkaset kilometrów pokonujemy ze średnią prędkością 40 km/h.





Odwiedziliśmy lokalną szkołę. Od dzieci długo nie mogliśmy się odczepić.


















 Na ulicy nieustannie słyszymy sali łaza (salut wazaha - czyli cześć biały)






























Poniżej dział owocowo warzywny w największym supermarkecie w mieście 500 000 mieszkańców