piątek, 8 marca 2013

Ngapali

Dotarlismy do pieknego wybrzeza Ngapali. Po drodze zajechalismy jeszcze na targ lokalnych byczkow.

Lotnisko to bida z nedza. Brudno okropnie. Toalety tragiczne, ale...
... potem czekala nagroda. Ośrodek pięknie położony. Wybrzeże mało zagospodarowane. Na naszej plaży w jedną i drugą stronę nie ma nic wiele kilometrów Kompletna dzicz. Cała infrastruktura bajeczna. Czysto i luksusowo. I to gdzie? W biednej Birmie. Szef ośrodka jest niemiecko języczny.
Jedzenie niezwykle wykwintne i przepyszne.
Nasz domek z tarasem ma ponad 100 m2 i jest przecudny.
Poniżej przygotowania do kolacji. Stoły są rozstawiane na wydmie tuż przy plaży. Obsługa najwyższej klasy.
A to już kolacyjka.
A jak wam się podoba nasze łoże?

Jak przyjechaliśmy, to było tylko 21 turystów w naszym ośrodku. Teraz troch dojechało i jest może 35. Jako że jest to bardzo duży teren o szerokości kilkuset metrów i długości dobrze ponad kilometr, nie spotyka się tu w ogóle ludzi. Zawsze kilku gdzieś pojedzie, kilku popłynie, kilku jest w pokoju, kilku w restauracji, kilku w SPA - Na plaży wczoraj leżeliśmy z jeszcze jedną parą. Na plaży o wielkości plaży w Mrzeżynie, ale szerszej. Poezja. Oczywiście leżąc sobie można zamawiać napoje i obiad wprost do leżaka. Idąc po plaży jest głupio, bo nie ma na niej śladów ludzkich stóp. Za to śladów krabów są miliony. Basia się wczoraj wypuściła na kilkukilometrowy spacer brzegiem morza i szła z "koleżanką". Koleżanką wielką rybą. Basia szła sobie w wodzie, a obok w jej tempie płynęła sobie wielka ryba. I tak przez 20 minut. Na niedzielę zamówiliśmy sobie samochód do oddalonego o jakieś 5 km miasteczka, w którym jest kościół katolicki. O 8.00 msza i potem jedziemy na rynek lokalny. W poniedziałek płyniemy łodzią na dwie wyspy - Pearl Island i White Island Sandy. Tam zostawiam Basię i płynę na ryby.

Naraźki

 

 

czwartek, 7 marca 2013

Dzień Kobiet i imieniny

Z okazji tego wielkiego Święta, pragnę złożyć najserdeczniejsze życzenia zdrówka i spełnienia marzeń wszystkim kobietkom, które znam. Dla Was poniższa pocztówka, zrobiona z naszego tarasu wczoraj wieczorem.

A dla Beatki z okazji imienin Sto Lat! I dwie pocztówki.
 

 

 

Inle raz jeszcze

Dzisuejszy dzień to przyglądanie się życiu wokół jeziora i pracy tubylców.

Na środku zeziora stoi sobie taka oto budowla. Na wodzie.
Mistrz załadunku.
Odwiedziliśmy też największy w okolicach jeziora market.
Pokazano nam jak się robi przędzę z kwiatów lotosu.
Byliśmy u kowala.
W wytwórni cygar.
Podziwialiśmy świątynie. Poniżej posążki buddy, ale zostały tak oklejone przez ludzi płatkami złota, że się całkiem zdeformowały.
W padźierniku odbywa się tutaj ponad dwutygodniowa procesja łodziami napędzanymi nogami. Łodzie płyną po całym jeziorze. Poniżej fotka fotki z tego święta.
Był też jubiler.
Długie szyje.
Płynęliśmy także kanałami, które jednak miały różne poziomy wody, ale łodzie płaskodenne z podnoszonymi śrubami doskonale dawały sobie radę.
W samo południe kilkukilometrowy treking do zespołu świątyń.
Przed buddą ustawionych jest zawsze dużo skarbonek. Wszystkie są opisane. Na drogi, na elektryczność, na kwiaty, na...
Niestety ograniczenia lotniczego bagażu nie pozwalają na zakup instrumentu...
... lub efektownej ciężkiej czapki.
Fajne dzioby mają.
A to pływające ogrody. Na pływających roślinach układa się ziemię i przytwierdza taką groblę kijem do dna. Jak woda przybiera, to ogród się unosi.
Świątynia skaczących kotów, ale...
... koty leniwie leżały.
A to pływające pomidory.
 

Rano zajedziemy tylko jeszcze na targ zwierząt i potem lecimy na plażę Ngapali. Nie znaczy to oczywiście że zamierzamy tylko leżeć. W planie jest jakiś rejs na bezludną wyspę, nurkowanie, wyprawa na wielką rybę i pewnie dużo więcej atrakcji. Ale też sobie ciut poleżymy. Będziemy w mikroskopijnym ośrodku oddalonym od jakiejkolwiek wioski o 5 kilometrów. Powinno być nieźle.

Naraźki

Piotr i Basia