niedziela, 7 maja 2017

Oliva


Dziś parę fotek. Wielkich opisów nie będzie bo i nie ma o czym pisać (wyjazd relaksacyjny a nie turystyczny - zwiedzaniowy) i nie ma czasu. Czas zużywamy na spacery, jogę, medytację, rowery i oczywiście na jedzenie :-). 
Poniżej obiadek w campingowej restauracji. Zupa z owocami morza, brzytwy na sałacie, pizza hiszpańska (nie mylić z włoską ani polską)i sałatka z tuńczykiem.



Kolega spotkany na wycieczce rowerowej. Ja codziennie jeżdżę ponad 40 km, Basia jak ze mną się wybiera to na przynajmniej grubo ponad 20 km.


Informacja dla Józka: Józek! Nie ma nam kto obierać nieśplików obierać! Dla tych którzy nie wiedzą co to nieśplik podaję jego inne nazwy: miszpelnik, eriobotrya japonica czyli kosmatka japońska, groniweł japoński, nispero, w handlu czasem zwany loquat.


A tu wspaniałe stoisko z owocami morza. Wybraliśmy ośmiornicę 80 dekagramową.





A tu wizyta w bardzo pięknym parku. Jakby co to Basia jeździ w kasku. Tylko do zdjęć zdejmuje.











Rybki poniżej były grubsze od mojego uda. Jeszcze takich dużych karpi ozdobnych nie widzieliśmy.




A to wieczorny spacer.



Poszliśmy obejrzeć iluminacje w mieście. Były imponujące.








Głupi sport hiszpański.


ta nazwa mnie prześladuje :-).




Pomarańczowe plantacje są przepotężne. Można rwać do woli. Miliony drzew. A wśród nich dłuuuugie ścieżki rowerowe. Poezja.


A tu poranna godzinna joga i przy okazji możecie zobaczyć jak teraz mieszkamy.








Odkryliśmy wczoraj przepyszne wino w kampingowym sklepie. Lane z beczki po 1,25 euro za butelkę. Pichotka za pół darmo. No to naraźki :-).

środa, 3 maja 2017

Orpesa

W końcu po 4 dniach i 2500 km dotarliśmy w okolice Walencji.


Po drodze minęliśmy ciężarówki fabrycznego zespołu Red Bulla


Tu są jakieś ważne kwiatki. Judaszowiec.


Wiatr był bardzo silny. Czasem zwalnialiśmy do 70 km/h. A tu nagle takie tablice. Lekko nie było.




Jedną z nocy spędziliśmy na południu Francji. Wiało strasznie. A kamper stał kilka metrów od plaży. Fale wzbierały w powietrze i deszcz słonej wody osiadał na samochodzie. Po kilku godzinach mieliśmy skorupę soli. Wiatr nim poruszał tak, że baliśmy się jak będziemy spali. Na szczęście o 21.00 wszystko ucichło.




Basia w dziecięcym raju.




A rano może wyrzuciło na ląd takiego zwierzaka. Strzykwa może?


W oknie towarzyszą nam wnuki :-).


 Dużo ludzi wozi pieski w przyczepkach. Pan mówił, że robią z żoną po 30 - 40 km dziennie, a piesek wytrzymuje tylko 5 km. No to ma przyczepkę. 


Sesja Nowackiego :-).




Rower musi być codziennie. Moja norma dzienna to minimum 40 km. Tu jeszcze w kurtce na północy Hiszpanii. Teraz już mamy 22 stopnie a od soboty ma być 26.



Basia ze swoimi ukochanymi langustynkami.



A jak Hiszpania to oczywiście i Paela.


No takiego kuflika to jeszcze nie widzieliśmy.







Wczoraj na rowerach pojechaliśmy po okolicznych polach i na prawie bezludne tereny. Tubylcy uprawiają tam warzywa i owoce. Zauważyliśmy mini stragan. Zatrzymaliśmy się i po chwili podeszła starsza pani oferując nam swoje płody rolne. Po ma≤łych zakupach zaproponowała nam obiad nazajutrz. No i pojechaliśmy się posilić.


Wyżerka super! Sałatka z pomidorów, serek czosnkowy, zapiekanka z karczochów, leczo z kurczakiem, ziemniaki pieczone, zupa z warzyw, zapiekanka, ciasto i do tego Sangria, której wypiliśmy dwa duże dzbanki.













Na razie nic poza tym się nie dzieje. Nastawiamy się na wypoczynek, rowery, spacery, czytanie i odnowę duchową. Na razie się udaje. Naraźki.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Hiszpania i Maroko

Jesteśmy kamperem na południu Francji i za kilka godzin przekraczamy granicę z Hiszpanią. Potem Maroko. Za parę dni zaczniemy pisać.
Pozdrawiamy gorąco.
Piotr i Basia