niedziela, 3 maja 2015

Watykan.

Niedzielę poświęciliśmy na Watykan. Po przybyciu na Plac Świętego Piotra ustawiliśmy się w około 600 metrowej kolejce aby wejść do Bazyliki. Na szczęście poszło szybko i już po około 45 minutach byliśmy w środku. Tam przy grobie naszego Papieża zmówiliśmy nieskończenie wiele zdrowasiek za wszystkich o których pamiętaliśmy, a także za tych których nie pamiętaliśmy. Następnie po obejrzeniu Bazyliki udaliśmy się na Plac celem spotkania z Papieżem Franciszkiem. Pokazał się w oknie na... 10 minut. Spotkaliśmy też znajomych z Trzebiatowa, z którymi udaliśmy się na obiad i kawę. No ale niedziela to także msza. A ta jest odprawiana co godzinę w największej świątyni Watykanu. Tyle, że znowu była kolejka. Tym razem dłużej w niej staliśmy. Na mszę się spóźniliśmy, ale za to uczestniczyliśmy w jakichś obrzędach przy grobie Papieża Jana Pawła II. W sumie w Watykanie spędziliśmy chyba ponad 5 godzin. No to tyle z Rzymu. Jutro dzień lenistwa i wieczorem o 22.30 wypływamy na Sardynię. Mamy kajutę i około 6.00 powinniśmy być w Olbii, skąd już drogą  lądową udamy się do naszego ulubionego Palau.























Rzym

I przyszedł czas na zwiedzanie pięknego Rzymu. Duuużo chodzenia. Znów zaliczone kilkanaście kilometrów. Były i Schody Hiszpańskie i Fontanna di Trevi i wiele kościołów... Wszystko co najciekawsze. Niestety najsłynniejsza fontanna była w remoncie. Ludzi bardzo dużo, bo to długi weekend nie tylko w Polsce. Za to pogoda dopisała. Największe wrażenie w kategorii wnętrz zrobił na nas już nie pierwszy raz kościół Świętego Ignacego (pozdrawiamy Ignasia z KG). Natomiast ranking efektów zewnętrznych to Plac Wenecki z ołtarzem Ojczyzny. Na jednym z ostatnich zdjęć są jakieś wisiorki. To powycinane monety. Bardzo piękne rzeczy. Są tam też monety polskie. Ostatnia fotka to brud, którego tu niestety nie mało.  Do centrum przyjechaliśmy autobusem i metrem. Niestety nóżki bolały :-).





























piątek, 1 maja 2015

Lenistwo

Piątek był dniem lenistwa. Jedyną aktywnością był wyjazd skuterem nad morze, a tam szybki sześciokilometrowy marsz i obiadek. Na zdjęciu z żarełkiem zwróćcie uwagę co ja jem (na pierwszym planie), a co kończy jeść Basia (w głębi). Dziś spacerowanie po Rzymie.




Oczywiście ta kurtka była tylko na autostradę. Temperatura w Rzymie to 23 stopnie. A jutro ma być 27.


Trafiliśmy też na pole karczochowe. Ciekawe co Basia z nich upichci?



A to nasza kolacyjka. Makaronik z grzybkami.