Jesteśmy w Tulear. Lot do stolicy mamy dopiero za 9 godzin, więc mamy do dyspozycji pokoje w hotelu. W tak ładnym hotelu jeszcze tu nie spaliśmy. A internet jest chyba szybszy jak w Polsce.
Poniżej wczorajsza wyprawa na wyspę rybaków.
Na wyspie spotkaliśmy... białą kobietę. Mieszkała poprzednio na Północy kraju, a od sześciu lat pracuje w szkole misyjnej na tej małej wysepce. Pochodzi z Włoch. Zostawiliśmy jej dla dzieciaków zeszyty, kredki, długopisy...
A to dom tubylców.
Na zdjęciu poniżej to nie są śmieci. To modele samochodów zrobione przez lokalne dzieciaki. Miały poprzyczepiane sznureczki i ciągały je po piasku.
A to nasz poranny samolot. Lądowanie wywołało u nas salwy śmiechu. Ale się udało.
No to naraźki. Mam nadzieję, że jeszcze uda się coś napisać ze stolicy. A jak nie, to w środę wieczorem napiszę z domu.