piątek, 14 listopada 2014

Ifaty dzień prawie ostatni

Pojechaliśmy godzinkę do innej wioski, skąd wyruszyliśmy na ryby. 5 godzin pływania i tylko jedna ryba wahoo. Poza tym dużo się nie działo.







Potem spacerek wzdłuż wybrzeża. Tubylcy wracali z połowów. Głównie mieli ogończe, czyli płaszczki. 
























I poza tym dzisiaj nic się nie działo. Jutro już koniec wypoczynku i rozpoczynamy zwiedzanie wyspy. Do jutra, jeśli będzie internet.

czwartek, 13 listopada 2014

Ifaty - dzień kolejny

Wieczorem z tubylcami ściągaliśmy sieć. Nie było łatwo. ale udało się uniknąć pęcherzy.




Niestety były tylko trzy nieduże rybki.


Rano pojechaliśmy do lasów mangrowych. Niestety wycieczka okazała się dość nudna.





A tu jeszcze zabłąkały się fotki z wczorajszego wieczoru.








Praczki.



A to nasz basen hotelowy. Zazwyczaj jeśli już się na nim znajdziemy, to jesteśmy tam sami.



A po południu pojechaliśmy do rezerwatu baobabów. Tu było ciekawiej.




I pierwsze lemurki. 



A to owoc baobabu. Smakuje jak kwaskowate cukierki.


A to pierwsze robale. Ciekawych robaków będzie więcej jak pojedziemy na północ kraju. Teraz jesteśmy tylko na plażingu. Oczywiście na dupie nie umiemy wysiedzieć i korzystamy z czego się da. Insekty z odnóżami jak skrzydła motyla, ale jeszcze bardziej delikatne.





Romek złapał kameleona, ale go ugryzł i krew się lała. To znaczy - nie Romek gryzł kameleona, ale kameleon ugryzł Romka w palec.












Jutro w planie mamy BIG GAME FISCHING. Wieczorem mamy się managerem hotelu umówić o której płyniemy i na jak długo. A potem chcemy iść do wioski do szkoły zanieść dzieciom zeszyty, kredki i długopisy. Zabraliśmy tego walizkę i plecak.
No to naraźki. Tak naprawdę to wyprawę zaczynamy dopiero za parę dni. Na razie aklimatyzacja.