niedziela, 2 lipca 2017

Wyprawa rowerowa

Za tydzień mam imprezę w okolicy Nowogrodu Bobrzańskiego. No i postanowiłem tam dotrzeć... rowerem. około 400 km. Mam na to 6 dni, ale planuję to zrobić w 4 - 5. Miałem szczęście bo mój serdeczny kolega Lech (to on mnie zainspirował do dłuższych wypraw rowerowych) postanowił mnie 200 km odprowadzić. No i ruszyliśmy. Przed wyjazdem torcik dla wzmocnienia i...


...w drogę.



Piękna ciuchcia specjalnie dla wnuków :-)


Lech znalazł skrót. Miało być 75 km, a on znalazł 73. Warto było skorzystać. Ale szybko okazało się, że to drogi bite. 


Zasięgnęliśmy języka i po kilku kilometrach wróciliśmy na safalt.



Ptaszyna juz nie wstała. Pewnie odbiła się od jakiejś szyby samochodowej.


Zamiast asfaltu były płyty i znów droga bita. Dla odmiany pokazały się kałuże i błoto.


I z 73 km zrobiło się 95. Ale była nadzieja na asfalty. Niestety tylko nadzieja.






W końcu jakiś asfalcik i...


...ciekawostka - wieża kościelna na dole :-).


Malowniczy przystanek autobusowy.


A ten maluch wypadł chyba z gniazda i niestety nie umiał latać. Rodziców nie było. Może nikt go nie zje :-(.


Jechaliśmy drogą Świętego Jakuba.


Mieliśmy też atrakcję na trasie. Napotkaliśmy na laskę. 


Zatrzymaliśmy się w Wolinie na obiadek. Po minucie lunął deszcz. Zjedliśmy po zupce i ruszyliśmy dalej. Wróciliśmy w ulewie po minucie. Najpierw herbatka. Po 10 minutach mielone z buraczkami. W końcu po męsku postanowiliśmy ruszyć bez względu na pogodę. I... zero deszczu. Niebo się otworzyło i nawet wyszło słonko. Do celu pozostało nam 26 km.




Ale droga nadal nas nie rozpieszczała. Płyty ażurowe albo błoto. I tak prawie do końca.






I dotarliśmy do Kopic, gdzie na nas czekał kapitan z katamaranem, aby nas przeprawić na drugą stronę Zalewu Szczecińskiego.







Płynęliśmy 40 minut i dotarliśmy do Trzebieży, celu naszej dzisiejszej podróży. Ja zrobiłem z Trzebiatowa 96 km, a Leszek z Rogowa 110. Ale jazda non stop pod wiatr i około 1/2 trasy prowadząca przez lasy i pola często po błocie, sprawiła, że nasz wyczyn odpowiada trasie około 150 km. Na szczęście mięśnie na razie mają się chyba dobrze. Czy na pewno? Okaże się jutro. Kolejny odcinek bliski 100 km prowadzi do Schwedt w Niemczech. Hotel mamy w stylu wczesnego Gierka. Szkoda, że chociaż nie późnego. Obsługa uśmiech nastawiła na off. Ale i tak fajnie bo sucho i odpoczywamy. Do jutra :-).


1 komentarz:

Agnieszka Nowacka pisze...

Jak rozumiem te mielone specjalnie dla Józefki ;)
Zdjęcie, na którym widać tylko Twój nos spod kaptura doskonale obrazuje warunki pogodowe.. tym bardziej - niski pokłon Panowie :)
Czekam na dokumentacje z dzisiejszej podróży!