wtorek, 4 lipca 2017

Dzień trzeci - Kostrzyn nad Odrą

Dzień trzeci zaliczony. Tylko 88 km. Ale dziś miałem kryzys i trochę obawiałem się jazdy. Na szczęście po około 25 kilometrach dmuchnął boczny, ale od tylu wiaterek i bardzo mi pomógł. Jest dobrze. Dziś spędzam dzień i noc u kolegi w Kostrzynie nad Odrą. Pierwsze fotki z wczorajszego hotelu.





Pogoda dopisała.


Bardzo dużo różnorodnego ptactwa. Raj dla ornitologów.




Chwilami duży ruch na Odrze.


W pewnym momencie ujrzałem barkę z węglem. Ale nijak nie mogę zrozumieć po co ona wiezie węgiel w kierunku Śląska. Przecież to cholernie droga operacja.



Pozostałości z niedzielnych przepraw przez błotniste lasy.



Barka musiała pokonać śluzę. Ale jak wpłynąć czymś tak długim w coś tak wąskiego. Musiałem zaczekać. Trafi, czy nie trafi...


...trafi, czy nie trafi...


Trafiła. Bezbłędnie i nawet się nie przetarła.





Życzą sobie Państwo jazdę górną ścieżka, czy też może dolną? Jak wiatr w plecy to lepiej górną, żeby żagiel dobrze działał. Jeśli wieje w twarz to chowamy się w dolnej.







I zasłużony obiadek. Pyszny halibut wędzony.


I w końcu Polska


Dotarłem do kolegi i wypoczywam. Zostały mi 132 kilometry. W zależności od tego jaka będzie jutro pogoda i moja forma, albo pokonam to w jeden dzień, albo w dwa. Zobaczymy. Naraźki.

2 komentarze:

Agnieszka Nowacka pisze...

Ten mostek drewniany i to oczko wodne! Coś pięknego. W ogóle cały klimat mi osobiście bardzo się podoba :)
To błoto musisz z roweru zeskrobać, bo balast wozisz :p I coś dzisiaj skromny objętościowo obiadek, chociaż i tak zazdroszczę takiego halibuta...
A tak podsumowując - niezły dystans, jak na kryzys ;)

LeWho pisze...

...wyobraź sobie, że mijałem się z tą samą barką i zrobiłem takiego samego bocianke pod Trzygłowiem... :)