środa, 5 lipca 2017

Dzień czwarty

Dziś było 85. Razem już 369. Do kończ jakieś 70 - 80. Rano padał deszcz i byłem bardzo tym zmartwiony. Na szczęście po 11.00 zaczął się wyciszać i gdzieś przed 12.00 ruszyłem. I deszczyk już nie powrócił. Dziś ciut nudniejsza podróż, bo trochę przez miasta i dużo pomiędzy wałem przeciwpowodziowym a lasem, więc widoczków pięknych nie było. Szkoda, że nie zabrałem aparatu bo byłoby dużo fajnych fotek motyli, ptactwa, zwierzątek i kwiatków. Robienie zdjęć komórką bardzo ogranicza możliwości.




Śpiące wiatraki. Takie lubię. Bez wiatru można jechać, ale pod wiatr jest mało sympatyczne.


Na obiadek zaszalałem u Turka jedząc kebab :-).


Maleńki zaskroniec. Miał może 15 cm. Wczoraj trafiłem na ponad metrowego, ale był tak szybki, że go nie zdążyłem sfotografować.


Dużo pozostałości po NRD.


A niewykoszona ścieżka wygląda chyba jeszcze lepiej jak wykoszonymi poboczami.


Budują statki.


Jeszcze tylko 5 km do hotelu.


Ślimarów zatrzęsienie. Ale w Niemczech mają nowy model. Brązowy :-).


Ale mi się hotel trafił. Chyba zaraz pójdę na kąpiel w piwie :-).


W taki domku dzisiaj śpię.


Jutro podróż ulicami, więc już tak spokojnie nie będzie. Jak dojadę - odezwę się. 

1 komentarz:

Agnieszka Nowacka pisze...

Nocleg nie jakiś luksusowy, ale ja uwielbiam takie drewniane domki - zapach w środku zazwyczaj przypomina dzieciństwo i wakacje nad jeziorem :)
Klimat takich opuszczonych fabryk też ekstra, chociaż gdybym jechała tam sama, pewnie poprawiłabym sobie średnią prędkość ;p
A propos ślimaka - dobrze, że mu czułki wystają, bo ciężko stwierdzić inaczej po kolorze, co to... chyba, że to taki sprytny kamuflaż obronny, co by nikt w niego nie wdepnął? ;)
Trzymamy kciuki za ostatni odcinek, ponownie wiaterku w plecy, żebyś sobie spokojnie dojechał na zasłużone wakacje u Maniusia :))
Bardzo dumni!! AaA