Dwa poprzednie dni poświęciliśmy na spacery w okolicach rezerwatu Zingaro. Pierwszego dnia przeszliśmy (według aplle watch) ponad 16 kilometrów w temperaturze około 27 stopni. Ale było fajnie. Przyroda piękna, cudowne widoki klifów, skał i wody.
I na koniec obiad w najlepszej restauracji w Scopello. Tuńczyk praktycznie na surowo w pistacjach i do tego jakieś zawijane rybki. Pychota. Do tego cudowna restauracja ze stolikiem pod figowcem. Zerwaliśmy ukradkiem dwie figi i przyszedł pan kelner i... powiedział, że te nie są najlepsze i zerwał nam super dojrzałą, ogromną i słodką.
A to obiad dnia poprzedniego. Mix surowych muszli. Jeszcze się wnętrza ruszały.
Nad górami tworzą się urocze chmurki, które potem wędrują po niebie.
A wczoraj wybraliśmy się do serca rezerwatu Zingaro z planem pokonania około 15 kilometrów. Niestety temperatura ponad 30 stopni zmusiła nas do zmiany planów i zakończyliśmy wędrówkę na 6 kilometrach. Potem sobie jeszcze dochodziłem w okolicach kempingu do 14 km, ale już w niższej temperaturze i z przerwami na kąpiel w morzu.
Droga była wyjątkowo trudna. Praktycznie wejścia i zejścia po skalistych bardzo nierównych ścieżkach. Basia oglądając jeden z kwiatków odkryła jego tajemnicę. Mianowicie zauważyła, że małe pąki kwiatów wyglądają jak kapary, a te większe jak wielkie kapary w słoikach. I miała rację. Szkoda tylko, że piękne kwiaty kaparów więdną zaraz po rozkwitnięciu. Żyją tylko parę godzin.
A to kościółek w plenerze.
I obiad w restauracji wyróżnionej przez przewodnik Michelin. Oczywiście znów półsurowy tuńczyk, który w tych okolicach uważany jest za super przysmak.
A do tego obiad w przepięknej scenerii.
A dziś ruszyliśmy do Palermo. Rano o 6.00 były 33 stopnie. Wystraszyliśmy się. Ale juz przed dziewiątą pokazało się 38.
I zaraz potem 40.
Nadal przed 9.00 rano 41.
42 nas mocno przeraziło. Wszak mieliśmy w planie długi spacer po mieście.
Nie wystraszyło nas to i wybraliśmy się na zwiedzanie zabytków. Nie będę tego w szczegółach opisywał, ale było na co popatrzeć. To co oni stworzyli z marmuru przechodzi wszelkie wyobrażenia. Cuda.
Rita! To święta Rita :-).
I grób Falcone.
Dziś czwartek, ale większość kościołów szykuje się do ślubów.
Sa też biedne dzielnice.
To jakaś najsłynniejsza knajpka z panini.
A to miała być kawa mrożona. A przynieśli lód kawowy w kieliszku.
Mozaiki na posadzkach i ścianach niespotykane nigdzie indziej. Wszak Sycylia słynie z wydobycia marmuru.
A mozaiki?
Dla kogoś może kilo muszeleczek?
To mikro mozaiki w królewskim pałacu.
Trafiliśmy też na wystawę słynnego malarza Antonio Ligabue. Ale wybaczcie. Może my się nie znamy na sztuce, ale to nam się w ogóle nie podobało.
Hicior! Rybki :-).
I dopadło nas 43 stopni.
A potem nawet 44.
tak wygląda podgotowana Basia.
No to naraźki. O 23.30 płyniemy promem do Livorno. Dopłyniemy po 17.00 i dalej ruszamy na przepiękne tereny Cinque Terre. Naraźki.




