Najświeższy post jest na stronie głównej. Na jego dole można kliknąć poprzedni wpis. Aby zobaczyć archiwalne wpisy, wybierz z prawego menu rok, następnie miesiąc i nazwę postu. Miłej lektury. Zachęcamy do komentarzy.
środa, 6 czerwca 2012
Portugalia!
Zrobiliśmy
sobie mały wypad do Portugalii.
Króciutki, bo zaledwie 6 dni (w tym dzień przylotowy i wylotowy). Dzień w
Fatimie, trochę na południu w Algarve i Lisbona. Dziś dzień przedostatni. Było bardzo fajnie, ale rozpisywać się nie ma za bardzo o czym. Odwiedziliśmy kilka bajecznych plaż, co dzień zjadaliśmy wyborne kolacje w urzekających restauracyjkach lokalnych popijając przepysznymi winami. No i oczywiście musiałem w końcu zobaczyć AMADORĘ. Niestety okazała się nieciekawym miasteczkiem. Ale nic to - sentyment nie uległ zmianie. Wrzucę tylko kilka fotek.
Najbliższa porządna podróż dopiero późną jesienią, jak zakończymy naszą
Amadorską inwestycję.
poniedziałek, 2 stycznia 2012
BONUS!
Dzisiaj dwa wpisy! Jeszcze bonus w postaci filmu z wizyty u Świętego Mikołaja. Szkoda trochę, że nie słychać wszystkich tekstów. Poza tym film jest trochę przycięty (nie wiedzieć po co). Spotkanie zaczęło się słowami:
- Czekałem na was.
Miłego oglądania.
Już w domu!
Byłem wam winien jeszcze znaki drogowe. Poniżej z łosiem i z reniferem. Dzisiaj była piękna pogoda. Oczywiście słonka nie zobaczyliśmy, ale bezchmurne niebo spowodowało, że było dość jasno. Wróciliśmy już do domu. Było naprawdę fajnie. Inaczej.
Jeszcze jedna ciekawostka. Zaskakują nas Finowie stopniem zaufania do siebie. Podam kilka przykładów.
1. Często w domu nie zamykają drzwi na klucz
2. Kiedy wybraliśmy się na przechadzkę w rakietach śnieżnych, musieliśmy podjechać kawałek samochodem. Zakopaliśmy się w śniegu. Marek zostawił auto z kluczykami, otwarte z włączonym silnikiem i zaprowadził nas do jeziora na połów ryb. Sam dopiero po pół godzinie wrócił do samochodu wcześniej wzywając kogoś na pomoc do odkopania go.
3. Gdy zjeżdżaliśmy na nartach ze stoku, wykupiliśmy karnet. Ale tego karnetu nie można było nigdzie skasować. Równie dobrze można było jeździć na gapę.
4. W Rovaniemi odwiedziliśmy muzeum. Przewodnik kupił co prawda bilety, ale potem nikt od nas ich nie zażądał.
5. Gdy po muzeum weszliśmy do restauracji na lunch, przy wejściu płaciło się za jedzenie, które było w formie bufetu. Po opłaceniu przechodziło się dalej na wyżerkę. Ale nikt tego nie kontrolował. Całkiem swobodnie mogła wejść kilkunasto-osobowa wycieczka, najeść się i nikt tego by nie zauważył.
I tak jest tu na każdym kroku. Nam jest łatwo oswoić się z takim zachowaniem, choć przyglądamy się temu ze zdziwieniem. Myślę, że gorzej mają Finowie za granicą gdzie to zaufanie jest mocno ograniczone. Pewnie nie raz jest im niewytłumaczalnie przykro i po prostu nie mogą nas innych zrozumieć.
No to naraźki. Do następnej podróży.
Subskrybuj:
Posty (Atom)