piątek, 1 maja 2015

Asyż

Dziś pozdrowienia z Rzymu, ale opiszę Asyż, skąd wczoraj do Rzymu przyjechaliśmy. Specjalne pozdrówki dla moni.ka.
Asyż to magiczne miejsce. Jego duchowość bije już na wiele kilometrów przed miastem. Położony na wzgórzu pięknie błyszczy jasnym kolorem kamienia już z daleka. Natomiast uliczki wręcz proszą aby chodzić nimi bezustannie. W mieście są oczywiście liczne kościoły i miejsca upamiętniające Świętego Franciszka. Nie będę tych miejsc opisywał, bo każdy może dziś sięgnąć choćby do internetu i poczytać o tym co go interesuje najbardziej. My jesteśmy w Asyżu już drugi raz. Przyjechaliśmy wieczorem podczas deszczu i pierwszy wieczór spędziliśmy w kamperze. Kolejny dzień to długie spacerowanie uliczkami miasta. Endomodo pokazał około 6 km. Przed wieczorkiem udaliśmy się jeszcze na 10 kilometrową wycieczkę rowerami. Kolejnego dnia wybraliśmy się pieszo z oddalonego kilka kilometrów campingu piechotką na mszę do Bazyliki Świętego Franciszka. Tam i z powrotem to 10 kilometrów. Także dużo chodzimy. Dzisiaj dzień odpoczynku od zwiedzania, ale nie od chodzenia. Około 12.00 jedziemy skuterkiem nad morze na długi intensywny spacerek. Jutro zwiedzanie, a pojutrze wizyta w Watykanie i msza świąteczna.
A co u Was?





I znów pełno smakołyków!




A poniżej porchetta czyli fajnie przyprawione pieczone mięcho, które zjada się w bułce. Jest to zwinięte luzowane prosię.

























wtorek, 28 kwietnia 2015

Italia 2015


Wybraliśmy się naszym nowym kamperkiem do Włoch. Zaliczyliśmy już Florencję, a teraz jesteśmy w Asyżu. Przed nami jeszcze Rzym, Sardynia i jezioro Garda. Poniżej nasz pojazd w wersji przed wyjazdowej. Więcej jego fotek później.



Zdjęcia się pomieszały i może być nie chronologicznie. Tu dorodna żabnica na wystawie restauracji we Florencji.


Słynny most Ponto Vechcio z licznymi sklepikami jubilerskimi i wielkimi cenami.


Szybkie żarełko jest tak apetyczne, że aż trudno się oprzeć. Kuszą nieludzko.




Obowiązkowy punkt programu we Florencji, czyli Katedra z Duomo i Baptiserium.


A tu wskoczył niechcący obiadek Basi.


Zajechaliśmy też do luksusowych outletów na małe zakupy. Ale pięćdziesiąt osób w kolejce do zapłaty za torebki Prady to już przesada. Basi nie chciało się w niej stać :-)


I wracamy do zwiedzania. Cudowny widok z Palcu Michelangelo.





Niestety pogode nam za bardzo nie dopisała, ale deszczu prawie uniknęliśmy. Kamping, który planowaliśmy był zamknięty i musieliśmy spać na uboczu miasta. Podjechaliśmy kawałek autobusem a potem już tylko pieszo. Włączyłem endomodo aby sprawdzić ile przejdziemy. Wyszło 16,8 kilometra.










Dzisiaj w Asyżu już pogoda lepsza. I tym razem jesteśmy za miastem, więc podjedziemy skuterem lub autobusem. I oczywiście w planie znowu kilkanaście kilometrów. Już 8.30 i chyba pójdę Basię budzić :-). Czas na zwiedzanie.