Asyż to magiczne miejsce. Jego duchowość bije już na wiele kilometrów przed miastem. Położony na wzgórzu pięknie błyszczy jasnym kolorem kamienia już z daleka. Natomiast uliczki wręcz proszą aby chodzić nimi bezustannie. W mieście są oczywiście liczne kościoły i miejsca upamiętniające Świętego Franciszka. Nie będę tych miejsc opisywał, bo każdy może dziś sięgnąć choćby do internetu i poczytać o tym co go interesuje najbardziej. My jesteśmy w Asyżu już drugi raz. Przyjechaliśmy wieczorem podczas deszczu i pierwszy wieczór spędziliśmy w kamperze. Kolejny dzień to długie spacerowanie uliczkami miasta. Endomodo pokazał około 6 km. Przed wieczorkiem udaliśmy się jeszcze na 10 kilometrową wycieczkę rowerami. Kolejnego dnia wybraliśmy się pieszo z oddalonego kilka kilometrów campingu piechotką na mszę do Bazyliki Świętego Franciszka. Tam i z powrotem to 10 kilometrów. Także dużo chodzimy. Dzisiaj dzień odpoczynku od zwiedzania, ale nie od chodzenia. Około 12.00 jedziemy skuterkiem nad morze na długi intensywny spacerek. Jutro zwiedzanie, a pojutrze wizyta w Watykanie i msza świąteczna.
A co u Was?
I znów pełno smakołyków!
A poniżej porchetta czyli fajnie przyprawione pieczone mięcho, które zjada się w bułce. Jest to zwinięte luzowane prosię.