Preludium, czyli wstęp do Meksyku. Lecimy w poniedziałek z W-wy, czyli za 3 dni. Ale już jesteśmy w stolicy. Przyjechaliśmy na ślub i wesele córki naszych przyjaciół. Zresztą owa córka Kasia też jest naszym przyjacielem. Znamy ją od urodzenia i sobie bardzo cenimy, dlatego mamy radość z okazji jej ważnego wydarzenia. Ale póki co dzisiaj poszliśmy sobie na kolację do Restauracji "U Szwejka" i do Teatru Polonia na spektakl Jerzego Pilcha "Pod mocnym Aniołem". Sztuka w wykonaniu Zamachowskiego, Zborowskiego i jego córki w reżyserii Magdy Umer była super. Ale dzisiejszym hitem był kelner w restauracji. Zaobserwowałem ciągle czekających na wolny stolik klientów. Byłem też w toalecie i zobaczyłem, że restauracja ma trzy poziomy. A te poziomy nie są malutkie. Dziwiliśmy się z Basią, że ta knajpa w dobrym, ale nie w rewelacyjnym miejscu potrafi przyciągnąć aż tylu gości. Wszak był to tylko piątek godzina 18.00. No i przy okazji płacenia rachunku zadałem pytanie kelnerowi:
- Ilu gości może przyjąć restauracja?
- Tego nie wiem - odpowiedział kelner.
- ???
- Ale wiem ile ma stolików!
- ???
- Sto!
- ?!?!?!
- Ale dzisiaj jest słabe obłożenie. Jak jest dobre to wyciągamy utarg 60 000 za dzień.
Zszokował mnie gość. Nieźle.
Jutro wesele, w niedzielę odpoczynek, a w poniedziałek... MEXICO! Mamy lot do Frankfurtu, a potem bezpośredni do stolicy wspomnianego kraju. Pomimo tego, że startujemy z Warszawy około 11.00 rano, na miejscu będziemy już o 19.00. Niestety dzięki przesunięciu czasu o 7 godzin. Ale już o 20.00 będziemy jedli na ulicy tacos lub burito. I to piekielnie ostre. Już nie możemy się doczekać. Czym to zapijemy nie musimy pisać. Tego płynu jest tu ponoć 850 gatunków. Niestety nie starczy czasu aby wszystkich spróbować.
No to do wtorku lub środy!

